Czy łatwo jest zarazić się pasją gotowania? Kuchnia francuska, włoska, chińska, a może polska? Walory tych kuchni przedstawiane są w taki sposób, że jedna ciekawsza jest od drugiej. Ta kusi, ta nęci, żeby mieć tylko czas, pieniądze i zdrowie, to na wszystko znajdą się chęci!?
ZARAZIĆ SIĘ PASJĄ GOTOWANIA.
Czy łatwo jest zarazić się pasją gotowania? Kuchnia francuska, włoska, chińska, a może polska? Walory tych kuchni przedstawiane są w taki sposób, że jedna ciekawsza jest od drugiej. Ta kusi, ta nęci, żeby mieć tylko czas, pieniądze i zdrowie, to na wszystko znajdą się chęci!?
Proponuję jednak chwilę refleksji i udzielenie sobie odpowiedzi na pytania: Komu to wszystko jest potrzebne? Jaka jest praktyczna przydatność, takiego gotowania, w codziennym żywieniu? Moda, wzorce, odskocznia, biznes, chęć pokazania się przed innymi, stres! Czy nie kojarzy się to nam z pokazem atrakcyjnej kolekcji mody prezentowanej przez “piękne” modelki na wybiegu? Dużo atrakcji, a pożytek… Ciemny chleb, małże w czosnku a właściwie jego słodkawym aromacie i chili z orzechowym odcieniem dobrane tak, by nie zdominowało potrawy swoją ostrością. Wszystko delikatnie polane pieniącym się masłem… Ślimaki, duże i grube, same w sobie bez smaku, zrobione na różne sposoby… – To tylko dla zobrazowania jak bardzo odstaje, promowany w mediach kierunek preferencji kulinarnych od prozy życia i naszych zdrowotnych potrzeb. W tym miejscu przekazuję życzenia wszystkiego najlepszego, dużo zdrowia dla smakoszy i zapaleńców zauroczonych, czy może bardziej – zarażonych przez “kulinarnych gwiazdorów” takich jak Robert Sowa, Robert Makłowicz albo Karol Okrasa. Bez wątpliwości promowane potrawy wykwintnie wyglądają, są prawdopodobnie smaczne (nie próbowałem) a poza tym miło słuchać i przyglądać się etapom przygotowywania potraw. To nawet wygląda tak, że “myk, myk” i już gotowe.
Rzeczywistość jak zwykle okazuje się być inna.
Świadome odżywianie, sprowadza się do respektowania potrzeb ciała. Zasadą podstawową jest – przede wszystkim NIE SZKODZIĆ ZDROWIU!
Świadome odżywianie, to stopniowe poznawanie wszystkiego, co szkodzi i systematyczne usuwanie tego z naszego jadłospisu. Podczas naszych “kulinarnych” spotkań będę państwu przedstawiał to, co oczywiste a jednocześnie tak niełatwe do wprowadzenia we własnej kuchni.
Jest już maj. Niełatwy miesiąc jeśli chodzi o wykorzystywanie naturalnych, nie przetwarzanych produktów żywnościowych. Niewiele ich pozostało po zimie. Jednak cały czas dostępne są zboża, nasiona, mąki razowe, warzywa takie jak cebula, marchew, buraki, kapusta i mrożonki warzywne. Do tego pozostały jeszcze owoce – przechowane w chłodniach surowe jabłka i inne, lecz mrożone. Zwracam uwagę na pożywne i energetyczne grzyby – boczniaki. Przy pozimowym deficycie i ogromnym zapotrzebowaniu organizmu na witaminy, minerały i chlorofil, wskazane jest, by przygotowywać sobie i spożywać kiełki z nasion. Najprościej wyhodować kiełki rzeżuchy, rzodkiewki i słonecznika. Wspaniałym dodatkiem do diety jest hodowana w warunkach domowych, młoda trawa z pszenicy. Kiełki są rewelacyjnym dodatkiem do śniadań i kolacji. Do obiadów z kolei można dodawać zieloną pietruszkę. Polecam tę, która przezimowała w ogrodach lub z hodowli na balkonach i parapetach. Jest maj, czerwiec za pasem. Już teraz możemy się zacząć cieszyć na truskawki, czy pierwsze sezonowe warzywo – szparagi.
A dziś – przygotowałem na obiad ugotowaną kaszę orkiszową. Nasi przodkowie od zarania dziejów żywili się kaszami, czyli oczyszczonymi, rozdrobnionymi ziarnami zbóż. Był czas, że kasze traktowano jako pożywienie magiczne i pogańskim bóstwom składano ofiary właśnie z surowego ziarna i kasz. Na uwagę zasługuje fakt, że według antropologów zęby człowieka są typowe dla osobnika odżywiającego się przede wszystkim roślinami, czyli owocami i zbożami.
Kasze posiadają znaczne ilości białka, witamin, szczególnie z grupy B i błonnik.
Do kaszy podałem potrawę z cebuli, marchwi, selera, boczniaków, przyprawy wegetariańskiej, żółtej, surowej papryki i zielonej pietruszki.
Danie wyglądało wspaniale, miało miły aromat, smakowało wyśmienicie, było pożywne i lekkostrawne.
Taki efekt uzyskałem stosując następujące zasady: Kasza wsypana do zimnej wody, bez soli (dwie części wody i jedna część kaszy). Następnie zagotowana i mieszana do momentu rozpoczęcia procesu zagęszczania się, przez kilka minut, następnie można ją odstawić w ciepłe miejsce – sama “dochodzi”.
Teraz przygotowanie zasadniczego dodatku.
Cebula pokrojona i podgotowana na patelni w nieznacznej ilości wody. Dodana sól i olej z pestek winogron. Uważam, by cebuli nie smażyć, tylko “poddusić” na granicy utrzymania śladowych ilości wody, po to, by nie dopuszczać do przegrzania oleju i wytwarzania w potrawie dodatkowej ilości wolnych rodników. Gdy cebula nabiera charakterystycznego miłego mi zapachu, dolewam gorącej wody, tak, by całość zakryć i dodaję utartą marchew i seler. Wszystko razem mieszam i duszę pod przykryciem, uzupełniając odparowaną wodę. Do tego dodałem znaczną szczyptę przyprawy wegetariańskiej.
Dotychczas nie stosowałem smakowych dodatków, gdyż nie znałem takich, które byłyby wolne od przemysłowej chemii i innych zanieczyszczeń. Teraz z radością przekazuję wiadomość, że znalazłem “producenta” i poznałem wspaniałego człowieka. Produkuje On na Podlasiu, ekologiczne herbaty i przyprawy ziołowe posiadające odpowiednie certyfikaty. Są to po prostu DARY NATURY Wyroby nie zawierają żadnych sztucznych substancji dodatkowych typu konserwanty, barwniki, aromaty, są grubo cięte, ręcznie zbierane i pakowane, po to aby jak najwięcej cennych substancji zostało w roślinie. Sam zakład produkcyjny usytuowany jest w maleńkiej wiosce ulokowanej na leśnej polanie z dala od jakichkolwiek źródeł zanieczyszczeń.
Gdy przygotowałem warzywa, pokroiłem w paseczki grzyby, boczniaki i wszystko razem wymieszałem. Dwie dodatkowe minuty i potrawa gotowa. (Całość zajęła mi 30 minut) Teraz jeszcze tylko pokroiłem paprykę w kosteczkę i drobno zieloną pietruszkę. Wyłożyłem na talerze kaszę rozkładając ją równo. Na nią potrawę z boczniakami i na wierzch żółtą, surową paprykę oraz zieloną pietruszkę. Nie dodaję papryki do gorącej potrawy, gdyż sparzona skórka jest niestety ciężko strawna. Kolejnym warunkiem lekkostrawności i pożywności jest dbałość o takie smażenie, by nie dopuszczać do powstawania wolnych rodników i uaktywniania toksyn. Najpierw przypomnimy sobie skąd w ogóle biorą się wolne rodniki. Inna ich nazwa to utleniacze, są one cząstkami powstającymi jako produkt uboczny rozpadu tlenu w organizmie. Otrzymywanie energii z pożywienia to także proces spalania, do którego niezbędny jest tlen.
Wdychając powietrze wprowadzamy do ciała tlen, który wykorzystywany jest do produkcji energii. W wyniku tego procesu wydziela się dwutlenek węgla, którego wydychany. Jednak w związku z zachodzącymi procesami energetycznymi powstaje w ciele jeszcze jeden produkt, tak zwany uboczny – to właśnie wolne rodniki, które nie są z ciała wydalane tak jak dwutlenek węgla. Są one przez organizm i zachodzące w nim procesy wewnętrzne neutralizowane.
Podobnie w reaktorach jądrowych produktem ubocznym pozyskiwania energii są odpady radioaktywne, niezwykle toksyczne dla środowiska i ekosystemu planety. Wolne rodniki, czyli utleniacze powstają także w wyniku palenia tytoniu, wtedy wprowadzamy je bezpośrednio do organizmu, oczywiście dotyczy to palaczy, osoby niepalące wdychają wolne rodniki pośrednio. Wydzielają się one podczas spalania paliw napędowych pojazdów samochodowych oraz we wszystkich procesach przemysłowych, w których mamy do czynienia ze spalaniem.
Utleniacze dostają się do ludzkich organizmów poprzez oddychanie skażonym powietrzem, z tak zwaną wodą pitną oraz wraz z konsumowanymi roślinami wzrastającymi w zatrutym środowisku.
Do tego wszystkiego, zbyt często nieświadomie, produkujemy je podczas przygotowywania posiłków, smażąc produkty żywnościowe w temperaturach rzędu 160 – 250 stopni Celsjusza oraz podczas grillowania potraw. W wyniku tego działania “wzbogaca” się pożywienie dodatkowo o toksyczne dla organizmu benzopirany. Benzopirany wytwarzane są podczas spalania przemysłowo przygotowanych produktów takich jak brykiety grillowe czy węgiel drzewny, stosowane do grillowania. Ich spalaniu towarzyszy bardzo charakterystyczny zapach. Wolne rodniki mogą niszczyć i niszczą (jeśli się je pozostawi aktywne) prawie wszystkie najważniejsze struktury komórkowe organizmu łącznie z DNA. Powodują olbrzymie szkody w proteinach, czyli białkach a także błonach wewnątrz i zewnątrzkomórkowych, co jest przyczyną braku odpowiedniej ilości energii w organizmie.
Uszkodzenia komórek to lawinowo przyśpieszany proces starzenia się oraz początek wielu chorób na przykład nowotworowych, układu odpornościowego, układu nerwowego, stanów zapalnych oraz uszkodzeń naczyń krwionośnych i komórek mózgowych. Czy wystarczy tych informacji?
Wracając do smażenia – aby uniknąć dodatkowej produkcji wolnych rodników i toksyn, nie dopuszczam, by potrawy “smażone” pozbyły się wody (naturalnych swych soków) i tym sposobem nie doprowadzam do przegrzania (150 stopni Celsjusza), nie mówiąc już o przypalaniu się przygotowywanych potraw.
Życzę wszystkim lekkostrawnych, pożywnych, zdrowych i smacznych posiłków, przygotowywanych w atmosferze spokoju i radości.
Jędrzej Soporowski
Przyprawy i inne produkty ekologiczne można nabyć w naszym sklepie: www.daryzycia.pl
| Statystyki wiadomości |
| Przeglądane:1133 |
| Komentarze: 0 |
|
|