|
| Nowości |
 |
|
|
|
|
|
| Recenzje |
 |
 |
| Obecnie nie ma recenzji o produktach |
 |
|
|
|
| Wiadomości i informacje |
|
 |
Pan Jan Smakosz prowadzi wraz z żoną 20,5 ha gospodarstwo specjalizujące się w produkcji trzody chlewnej. Od wielu lat utrzymuje stado 40 loch. W cyklu zamkniętym w systemie bezciołowym. Roczna produkcja to ok. 700 szt. tuczników. Produkcja polowa to głównie zboża na cele paszowe (jęczmień i pszenżyto). Pan Jan jest prekursorem stosowania EM na Podlasiu. Po raz pierwszy zastosowałem EM w swoim gospodarstwie w listopodzie 2003 r. Z myślą o redukcji emisji odoru w chlewni o podłożu rusztowym. Od tamtej chwili upłynęło 4,5 roku. Po tym czasie można się już pokusić o krótkie podsumowanie. Oddajmy ju z głos rolnikowi.
Jak wyglądała pierwsza aplikacja i jakie były jej konkretne efekty?
„Po raz pierwszy zastosowałem namnożony preparat w ilości 0,1l/m2 w kojcach, z których wywiozłem na sprzedaż wszystkie świnie, nie chciałem bowiem ryzykować jakichkolwiek niespodzianek. Weterynarz, z którym uprzednio rozmawiałem, nie znał jeszcze działania EM i przestrzegał mnie przed bliżej nieokreśloną infekcją bakteryjną. W pomieszczeniu wyłączyłem wymuszoną wentylację, skutkiem czego odór stał się nie do wytrzymania, toteż po chwili musiałem z niego wyjść. Przygotowane EM-A wlałem do opryskiwacza plecakowego i ponownie wszedłem do tuczami, opryskując dosłownie wszystko począwszy od rusztów, na suficie kończąc. Po mniej więcej pół godzinie w całym opryskanym pomieszczeniu zapanował zapach miły dla nosa, niemający nic wspólnego z ostrym, gryzącym amoniakiem i siarkowodorem. Pierwsza próba wypadła więc bardzo pomyślnie.
Druga próba dotyczyła zaszczepienia gnojowicy w kanałach pod rusztami. Tu na efekt trzeba było poczekać około miesiąc. Namnożone EM-A zostało bezpośrednio wlane przez ruszt do kanałów gnojowych w ilości 1l EM-A na 1m 3gnojowicy.
Praktycy wiedzą, że świńska gnojowica, stojąc miesiącami w kanale, ulega rozwarstwieniu i każdorazowe doprowadzenie jej do stanu homogenizacji przez mieszanie powoduje okropny fetor. Zaszczepienie komór z gnojowicą również dało pierwszorzędny efekt. Emisja odoru w tuczami spadła w krótkim czasie jak na mój nos o połowę. Gnojowica zaś z kolei przed wypompowaniem nie wymagała mieszania. Gołym okiem było widać, że jest jednorodna w całej objętości, czego nigdy przedtem nie obserwowałem.
Trzecim krokiem była aplikacja EM-A do wody, którą piją zwierzęta w sektorze porodowym i na warchlakami".
Jakie były efekty tego zastosowania EM?
„Przed zastosowaniem EM-A przez dosatron wraz z wodą wprowadzałem antybiotyki przeciwko bakteriom z grupy E. coli. Etapem przejściowym było naprzemienne stosowanie antybiotyku i EM-A. Od 3 lat nieprzerwanie podaję samo EM-A.
Dosatron jest ustawiony na 1/250 i w takiej proporcji EM-A jest podawane maciorom, prosiętom i warchlakom wraz z wodą przez poidła smoczkowe. W sektorze porodowym i na warchlakami nawet przy wyłączowym wymuszonej wentylacji emisja odorów jest silnie zredukowana, zwierzęta nie mają problemów oddechowych. Wtym miejscu jedna uwaga praktyczna dla tych, którzy zdecydowaliby się na ten wariant: EM-A wprowadzane do obiegu wody powoduje gwałtowne oczyszczane rur, co prowadzi do zatykania się poideł. Trzeba to kontrolować, gdyż przeoczenie może drogo kosztować".
Czy to się Panu opłaca?
„Odkąd stosuję EM w tych najbardziej newralgicznych punktach, zdecydowanie podniosła się zdrowotność odsądzanych miotów, co przekłada się na niższe koszty obsługi weterynaryjnej. Za zaoszczędzone w ten sposób pieniądze kupuję EM i jeszcze mi zostaje".
W jaki sposób stosuje Pan EM na polach uprawnych ?
„Trzy lata temu (z roczną przerwą ze względu na panującą suszę) zacząłem stopniowo szczepić poszczególne pola. Stosuję EM po żniwach bezpośrednio na ściernisko. Wygląda to w ten sposób, że najpierw w ciągu dnia wylewam na pole gnojowicę, której mam pod dostatkiem (ok. 20.000 l), zaś po zachodzie słońca uruchamiam opryskiwacz z agregatem uprawowo-ścierniskowym, żeby wymieszać z glebą wypryskaną ciecz z cennym EM-em (opryskiwacz jest wcześniej dokładnie myty). Gospodaruję na glebach bielicowych od klasy IIIb do lVb, które są bardzo zlewne i wymagające w uprawie. Na części swych pól zastosowałem dawki na poziomie 3l/ha.
Czy na zaszczepionych polach można było zaobserwować zmiany?
„Widać je gołym okiem. Tam, gdzie jeszcze nie dawałem bakterii, woda stoi na polu po ulewie bardzo długo, nawet kilka dni. Na zaszczepionych polach natomiast schodzi bardzo szybko i po kilku godzinach nie ma jej już wcale. Poza tym oranie takiej zaszczepionej gleby to sama przyjemność. Opór na korpusach pługa jest ledwie wyczuwalny, jakby się orało pole po koniczynie oszczędność wciąż drożejącego paliwa ewidentna! Dotąd nie zrobiłem badań na zawartość próchnicy, od czego właściwie powinno się zacząć, chcąc właściwie dawkować EM. Sam widzę, że na zaszczepionych polach trafiają się jeszcze miejsca, które wymagają zwiększenia dawki być może do maksymalnej, tj. 5 l/ha.
Pochwalę się jeszcze jedną rzeczą, a mianowicie ostatnimi (jesień 2007 r.) wynikami badania gleb. Robię je cyklicznie co 4 lata. Stan wyjściowy z 2003 r. wyglądał następująco: nieszczepione wówczas pola miały pH w granicach 5,25, zaś jesienią r. 2007 pH podskoczyło do 6,8! Dodam, że w tym czasie nie stosowałem nawozów wapniowych. Poza tym podniosła się zawartość fosforu i potasu z poziomu średniego do wysokiego".
Jakby Pan podsumował swoje doświadczenia z EM?
„Jestem rolnikiem konwencjonalnym, stosującym na co dzień zdobycze chemii. Gros tych środków zwalcza, dusi w zarodku, zabija wszystko, co rośnie i co się rusza. Agresywne reklamy tych preparatów podtrzymują zresztą ich wojowniczy charakter. EM jest inny. On współgra, harmonizuje, wygładza kanty, przywraca równowagę... po prostu EM jak Miłość".
Piękna puenta! Dziękuję za rozmowę,
Zambrów, dn. 19 maja 2008
Artykuł został opublikowany w kwartalniku "emecho" Nr (6) 2/2008
| Statystyki wiadomości |
| Przeglądane:1116 |
| Komentarze: 0 |
|
|
 |
|
|
| Koszyk |
 |
 |
| ...jest pusty |
 |
|
|
|
|
|
|
| Promocje |
 |
|
|